Żywność

Najbardziej popularne hasło reklamowe to zdrowa żywność. Również na sklepowych półkach można zauważyć dużą ilość produktów wysoko przetworzonych. Należą do nich: oleje roślinne, parówki i kotlety sojowe, płatki kukurydziane i słodziki. Każdy stara się jeść tak, by nie przytyć, a wiele osób wciąż myśli o odchudzaniu. Warto jednak pamiętać, że tego rodzaju produkty nigdy nie stanowiły naturalnego pokarmu dla człowieka. Wciąż staramy się walczyć z często występującymi chorobami tj.: otyłość, miażdżyca, cukrzyca czy zawał serca. Powszechnie uważa się, że są one wynikiem złego odżywiania się, czyli spożywania nadmiernej ilości tłuszczu. Co więcej, panuje przekonanie, że to właśnie tłuszcze zwierzęce są odpowiedzialne za to, że wciąż tyjemy. Tymczasem sprawa przedstawia się całkiem inaczej. Osoby dbające o linie często sięgają po takie produkty spożywcze jak: chleb, płatki kukurydziane, surówki, chuda wędlina, makaron, ryż czy kasza. Są one łatwo i szybko trawione, jednak dostarczają duże ilości glukozy do krwi. Organizm przetwarza wówczas duże ilości cukrów na trójglicerydy, które trafiają wprost do komórek budujących tkankę tłuszczową. Prędzej zatem utyjemy jedząc produkty zawierające węglowodany niż spożywając tłuszcze zwierzęce.

Jeśli spojrzeć na artykuły w różnego rodzaju prasie zajmującej się nowymi trendami modowymi w rożnych aspektach życia, możemy dojść do wniosku, że bum na zdrową i ekologiczną żywność, który pojawił się jakieś 2 lata temu, teraz jest już praktycznie w zaniku. Powiem więcej, jeśli ktoś myślał, że ów trend na zdrowe odżywianie się zostanie z nami na stałe, to jest osobą bardzo naiwną. Nie od dziś bowiem wiadomo, że ludzie mają skłonność do ślepego podążania za różnego rodzaju trendami i nowinkami nie dlatego, że się z nimi identyfikują, ale po prostu po to, ażeby z pełną stanowczością mogli powiedzieć o sobie, że są „na czasie”. Prawdziwe, ale i smutne jest to, że swoją postawą i zdecydowaniem nie obroniliśmy przed biegnącym czasem trendu na zdrową żywność i w ogóle odżywianie się, które zapewnia lepsze funkcjonowanie naszego organizmu. Widać, że nie dojrzeliśmy jeszcze do tego, a przynajmniej jakaś część z nas nie dojrzała, żeby z rożnego rodzaju trendów i mód wybierać i wdrażać w życie te, które rzeczywiście są dobre dla nas.

Pasteryzacja pozwala na utrwalenie żywności. W jej wyniku niszczone są formy wegetatywne drobnoustrojów. Proces ten polega na podgrzaniu produktu do temperatury 100 C przy zachowaniu normalnego ciśnienia. Pasteryzowane mogą być produkty płynne lub stałe przed lub po umieszczeniu ich w opakowaniach hermetycznych. Pasteryzatory to urządzenia służące do pasteryzacji. Pracują w sposób okresowy lub ciągły. Ponadto posiadają różną budowę. Nowoczesne pasteryzatory wyposażone są w kilka sekcji: ogrzewania wody parą grzejną, pasteryzacji i regeneracji ciepła. Urządzenia te charakteryzują się oszczędnym użyciem ciepła i łatwe w obsłudze. Pozwalają na regulowanie ich wydajności. W zależności od rodzaju pasteryzowanego materiału, czasu ogrzewania i temperatury pasteryzacja może być: wysoka, niska lub długotrwała. Innym sposobem do utrwalania żywności jest sterylizacja, która przebiega w temperaturze powyżej 100 C przy podwyższonym ciśnieniu. Proces ten odbywa się w autoklawach. W przemyśle spożywczym istnieją dwa sposoby sterylizacji – sterylizacja żywności w opakowaniach hermetycznych oraz sterylizacja połączona z aseptycznym pakowaniem miałowego produktu do sterylnych opakowań.

Lekarze (dietetycy, ale i nie tylko) alarmują, iż z roku na rok zwiększa się w naszym kraju liczba osób z niebezpiecznie podwyższonym współczynnikiem cholesterolu. Co jeszcze smutniejsze, problem ten dotyka ludzi coraz młodszych. Specjaliści twierdzą, że jest to skutek naszego trybu życia, który przenosimy na nasze nawyki żywieniowe. Jemy szybko, w pośpiechu i nieregularnie. Ponadto często popadamy w skrajności, bo kiedy mamy mało czasu, to „przegryziemy” batonika lub zamówimy potężną bombę kaloryczną jaką jest np., hamburger, żeby w możliwie krótkim czasie nasycić się maksymalnie. To dotyczy jednak głównie ludzi pracujących. Młodzież szkolna natomiast wciąż z upodobaniem stawia na chipsy, które mają całą masę kalorii, po czym pociechy tych kalorii w większości w ogóle nie spalają, bo po powrocie do domu siadają od razu do komputera. To wszystko jest na tyle niepokojące, że uzasadniona wydaje się być obawa, iż za parę lat będziemy społeczeństwem o takim samym współczynniku otyłości, jak amerykanie. A to już nic wesołego.

Ostatnio, gdy przechadzałem się między pólkami z artykułami mlecznymi i spożywczymi w jednym ze sklepów, zobaczyłem coś, co od razu przykuło moją uwagę. Otóż było to (nie mniej, nie więcej tylko) mleko sojowe! Na początku nie wiedziałem w ogóle o co chodzi?! Ja – chłopak wychowany w małym miasteczku – ledwo się pogodziłem z istnieniem kotletów sojowych, uważając je na początku za marny substytut, a tu proszę – mleko sojowe! Gdy już opanowałem pierwszy szok i zdziwienie, postanowiłem do sprawy podejść racjonalnie. Jest mleko kokosowe, czekoladowe, to dlaczego nie może być sojowego? Mimo to, jakoś zestawienie słów „soja” oraz „mleko” mi nie pasowało. Kokosowe mogę zrozumieć, bo kokos z mlekiem się kojarzy i owo mleko posiada. Czekoladowe? Też się zgadzam, bo w końcu przecież najlepsze czekolady, to te mleczne. Dalej nie wiedziałem co z tym fantem zrobić, aż w końcu podeszła jakaś pani, wzięła to mleko i zapytała: A pan? – Ja? Nie wiem, a czym się różni od zwykłego? Pani tutaj wymieniła szereg zalet, z których zapamiętałem tylko kilka, które tu przytoczę. Białko sojowe, jako część składowa diety nisko tłuszczowej zmniejsza ryzyko chorób układu krążenia, a także obniża poziom cholesterolu we krwi. Ponadto zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, które w znaczny sposób zapobiegają nadciśnieniu tętniczemu i zakrzepom krwi, a także poprawiają ukrwienie serca. Cóż – wziąłem sojowe.

W świadomości ludzkiej przyjęło się, iż zwrot „zdrowe odżywianie” kojarzy się nam z całkowitym odstawieniem mięsa (za wyjątkiem rybiego), masowym jedzeniem jogurtów, owoców, chleba z ziarnami i piciem wody niegazowanej. Jest w tym oczywiście dużo prawdy, ale można też lepiej, zdrowiej- po prostu inaczej. Jak informują dietetycy oraz różnego rodzaju inni specjaliści od gastronomi i żywienia, w tym zdrowym odżywianiu się lubimy popadać w skrajność tak, jak gdyby zdrowie naszego organizmu wymagało trudu związanego z odmawianiem sobie wszystkiego, co dobre. Wcale jednak tak nie jest. Można, a nawet trzeba czasem zjeść garnek rosołu czy kotleta schabowego, lecz zamiast schabu, można użyć piersi z kurczaka. Zamiast bułki tartej do panierowania, możemy użyć sezamu, a w miejsce smalcu- smażyć na oliwie. I już jest zdrowiej. W zdrowym żywieniu chodzi bowiem przede wszystkim o to, aby ograniczyć ilość spożywanego w potrawach tłuszczu.

W czasach, kiedy wszystko drożeje, w tym też oprawy oświetleniowe biurowe, a nad naszymi głowami wisi kolejna podwyżka cen, także produktów alkoholowych, być może dobrze by było zastanowić się nad domowymi sposobami wytwarzania napojów procentowych. Co prawda wytwarzanie czegoś bardziej wyskokowego jest nieco na bakier z prawem, ale już taka domowa produkcja piwa to pomysł godny rozważenia, szczególnie, że nie jest sprawą szczególnie drogą ani trudną w realizacji. Jedyny problem wynikający z takiego sposobu warzenia piwa to jego nieciekawy, w porównaniu do artykułów sklepowych, smak. Można go jednak nieco podrasować, dodając do piwa ziarno słodowe i chmiel aromatyczny. Metoda ta nie jest specjalnie skomplikowana, ani tym bardziej czasochłonna. Zaczynamy od podgrzania wody do temperatury około 70 stopni. Do podgrzanej wody dodajemy ziarno, najlepiej w specjalnym worku, który ułatwi jego wyciągnięcie. Moczymy je tak przez 90 minut, aż wypłuczemy cały cukier z ziarna. Tak osłodzoną wodę gotujemy, a do wrzątku dodajemy chmiel. Całość gotujemy około 15 minut, a następnie dodajemy wcześniej przygotowany ekstrakt piwny, uzupełniając wodą do oczekiwanej objętości. Na końcu dodajemy drożdże i czekamy na fermentację. Czytaj dalej

W Polsce ostatnimi czasy modne stało się to, aby gotować, piec czy przygotowywać potrawy z różnych zakątków świata, o różnych konotacjach kulturowych i żywieniowych. Obecnie jemy rzeczy, których nasi dziadkowie nie wzięliby nawet do ust, a my się jeszcze zachwycamy smakiem. Taka jest kolej rzeczy, ale nie o tym. O tym, że skoro mamy gotować światowo czy też kosmopolitycznie, to musi mieć jakąś bazę wiedzy o kuchniach z całego globu. Skąd więc taką bazę wziąć? Oczywiście, przepisów możemy szukać w internecie, a potem je drukować. Nie mniej jednak nie zawsze są one zgodne z tradycyjną, oryginalną potrawą, gdyż przeważnie internauci dodają coś od siebie. Jeśli więc sieć odpada, to zajrzeć musimy do książek kulinarnych. Obecnie coraz więcej znanych szefów kuchni czy też kucharzy wydaje książki kucharskie firmowane swoim nazwiskiem. Dość tu wspomnieć Gordona Rammseya, Nigele Lawson, czy Jamiego Olivera. Ich nazwiska są już markami, a oni sami ze zwykłych kucharzy przeszli do rangi celebrytów. Jeśli więc interesują nas kulinaria i różne potrawy wedle przepisów fachowców, to najlepiej kupić sobie książkę kulinarną autorstwa kogoś, kto się na tym naprawdę zna.

Obecnie zapanowała moda na ekologię. Praktycznie do wszystkiego dziś można dodać i czasami nawet dodaje się (zupełnie na wyrost) przyrostek „eko-”. Mamy więc ekotorby, opakowania na płyty CD wykonywane są z materiałów ekologicznych. Szczytem jednak głupoty według mnie było coś, co zobaczyłem całkiem niedawno w jednym ze sklepów- ekologiczna bluza. Nie wiem czy była zrobiona z tych samych materiałów, co opakowania płyt CD, czy może zakładając ją uczestniczymy pośrednio w procesie fotosyntezy, ale ten cały ekologiczny bum przekracza granice mojego, zdrowego rozsądku. Uważam jednak, że najlepszym i naprawdę prawdziwym eko-produktem jest to, co ekologiczne było jako pierwsze czyli żywność. I nie ma w tym żadnego zakłamania. W sklepach coraz częściej możemy znaleźć jajka pochodzące z ekologicznych ferm drobiu, bądź mięso z tego samego źródła. Przy czym ekologiczna żywność nie jest żadną logiczną sprzecznością- wręcz przeciwnie. To co jemy czyli mięsa, jajka itp. w rzeczy samej jak najbardziej z natury pochodzi, więc na pewno zasługuje na miano ekologicznego.

Zmiana sposobu żywienia Polaków wzięła się przede wszystkim z tego, iż coraz częściej zmieniamy swój styl życia. Jesteśmy zabiegani, zapracowani, często też mamy siedzącą bądź nerwową pracę. W tym nawale nieprzyjaznych zdrowiu czynników odskocznią dla dużej części społeczeństwa staje się aktywność fizyczna taka jak ćwiczenia na siłowni czy fitness, a to zawsze nierozerwalnie wiąże się z pewnym modelem odżywiania. Gdy uczęszczamy do tego typu miejsc, w większości przypadków rezygnujemy z tłustych sytych posiłków, na rzecz sałatek oraz rybiego mięsa i owoców, a kawę zamieniamy na wodę zwykłą, smakową bądź soki. Widzimy więc jasno i wyraźnie jak tryb życia wpływa w sposób znaczący na nasze nawyki żywieniowe. Na całe szczęście coraz więcej osób, chce żyć aktywnie i odżywiać się zdrowo, bo wie, że to może zapewnić nam dodatkowych kilka lub nawet kilkanaście lat życia na tym zwariowanym, ale pięknym świecie.